pl | fr

Wolność wewnętrzna

 

Recenzja książki


1. Ta niepozorna książeczka pragnie zmierzyć się z podstawowym dla chrześcijańskiej egzystencji tematem, jakim jest wolność wewnętrzna. Jej cel jest prosty: wydaje mi się czymś zasadniczym, aby każdy chrześcijanin mógł odkryć, że nawet pośród zewnętrznych, jak najmniej sprzyjających okoliczności, ma on do dyspozycji w sobie przestrzeń wolności, której nikt nie może go pozbawić, gdyż to Bóg jest jej źródłem i gwarantem. Jeśli nie dokonamy tego odkrycia nasze życie pozostanie ubogie i nigdy nie doświadczymy prawdziwego szczęścia. Przeciwnie zaś, dokonując tego odkrycia w nas owej przestrzeni wewnętrznej wolności, nadal co prawda będziemy zmuszeni do znoszenia wielu cierpień, lecz tak naprawdę nic nie będzie mogło nas przytłamsić ani uciskać. Człowiek zdobywa swą wewnętrzną wolność na miarę tego jak umacniają się w nim wiara, nadzieja i miłość - autor. Podstawowe twierdzenie autora jest proste i bardzo ważne zarazem: człowieka zdobywa swą wolność wewnętrzną na miarę umocnienia się w nim wiary, nadziei i miłości. Jacques Philippe ukazuje jak bardzo dynamizm cnót teologalnych jest istotą naszego życia duchowego oraz jak kluczową rolę w naszym duchowym wzroście odgrywa nadzieja


2. Czy macie czasami tendencję do zamartwiania się? O to, że nie zdążycie czegoś zrobić, że coś się stanie wam lub waszym bliskim. O świat, że zdąża w złym kierunku. Ja od czasu do czasu mam paraliżujące chwile strachu. Ta książka pozwoliła mi choć częściowo wyzwolić się z nich. Dlatego polecam ją szczególnie tym, którzy się stale boją życia albo od czasu do czasu nachodzi ich fala paniki.

„Wolność wewnętrzną...” napisał ojciec Jaques Philippe, będący duszpasterzem w katolickiej Wspólnocie Błogosławieństw. Szczególnie bliska jest mu troska o jedność Kościoła oraz o naszych starszych braci w wierze – Żydów. Wspólnota powstała we Francji w 1974 roku pod nazwą Wspólnota Lwa Judy i Baranka Paschalnego. Jej założycielem był brat Efraim (wcześniej żydowski pastor) i jego żona Jo. Tym, co wyróżnia Wspólnotę Błogosławieństw, jest powołanie do jedności wszystkich stanów, co oznacza, że tworzą ją zarówno rodziny, jak i osoby konsekrowane: siostry i bracia, kapłani oraz osoby wolnego stanu. (W tradycyjnych wspólnotach – jakimi są zakony - przebywają osoby jednej płci i jednego stanu, tzn. siostry lub bracia zakonni).

Ojciec Philippe jest znanym i cenionym rekolekcjonistą, choć jego nauki nie są łatwe (przynajmniej dla mnie...). Pisze on m.in.: „(...) kiedy już więcej nie wierzysz w to, co możesz uczynić dla Boga, musisz nadal wierzyć w to, co Bóg może uczynić dla ciebie”[1], lub: „Chrześcijaninem jest w pierwszym rzędzie ten, kto wierzy w Boga, który wszystkiego się od Niego spodziewa (nadzieja), który pragnie miłować Go całym sercem i miłować swojego bliźniego. Wszystkie zasady życia chrześcijańskiego, wszystkie łaski, jakie otrzymujemy od Boga (w tym także najwznioślejsze doświadczenia mistyczne), mają tylko jeden cel: sprawić wzrost wiary, nadziei i miłości. Jeśli nie osiągną tego celu, to niczemu nie służą”[2]. A najtrudniejsze są słowa dotyczące pychy duchowej. „Nic tak bardzo nie zabija miłości i współczucia wobec innych, jak pycha duchowa”[3]; „Oczywiście, pełnienie dobrych uczynków jest z całą pewnością dobre (mam na myśli modlitwę, posty, służbę bliźnim, ewangelizację, posługiwanie się charyzmatami, i temu podobne). Jednak tym, co rzeczywiście jest bardzo niebezpieczne, jest nasze utożsamianie się z duchowym dobrem, do którego pełnienia jesteśmy zdolni”[4]; „(...) pycha skłania nas do tego, by osądzać tych, którzy nie pełnią takiego samego dobra jak my, by być niecierpliwym wobec osób, które przeszkadzają nam w realizacji naszych projektów, itp.”[5]. Pamiętać, że mimo iż czynię - wydaje mi się, że czynię - dobro, nie jestem lepszy od żadnego z ludzi. O, jakie to trudne, ale z drugiej strony jakie wyzwalające.

 

 

Fragment tłumaczenia

 


 

Przyzwolenie na przeciwności
Możemy w skuteczny sposób przemienić nasze życie dopiero wtedy, kiedy zaczniemy przyjmować je całościowo, czyli gdy w konsekwencji będziemy przyzwalali na wszelkie wydarzenia zewnętrzne, które pojawiają się w naszym życiu. Oczywiście nie jest wcale rzeczą trudną przyzwalanie na wszystko, co postrzegamy jako dobre, przyjemne, pozytywne. Staje się to natomiast o wiele trudniejsze w momencie, kiedy w grę wchodzą trudności i wszelkiego typu cierpienia.
Wydaje mi się w tym wszystkim ważne, byśmy nie zadowalali się ich akceptowaniem i złorzeczeniem im zarazem, lecz byśmy na nie prawdziwie przyzwolili. Nie chodzi o to, by je znosić, lecz by je w pewien sposób wybrać (nawet jeśli tak naprawdę nie ma żadnej możliwości wyboru i to właśnie ta sytuacja jest tym, co się nam sprzeciwia). Wybrać oznacza w tym kontekście dokonać aktu naszej wolności, który sprawi, że nie tylko się pogodzimy z rzeczywistością, ale także będziemy umieli przyjąć ją w pozytywny sposób. Nie jest to rzeczą łatwą, zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z wydarzeniami o bolesnym charakterze. Jest to jednak dobra metoda i powinniśmy starać się wcielić ją w życie tak jak tylko potrafimy, w postawie wiary i nadziei. Jeśli oczywiście mamy wystarczająco wiary w Boga, by uwierzyć, że jest On zdolny do wyciągnięcia dobra ze wszystkiego, co się nam przydarza.
Prawda ta jest w absolutny sposób podstawowa: Bóg potrafi wyciągnąć korzyść ze wszystkiego, tak z dobra, jak i ze zła, z tego, co pozytywne, jak i z tego, co negatywne. Dlatego właśnie On jest Bogiem i jest Ojcem wszechmogącym, jak wyznajemy to w Credo. Wyciągnąć dobro z dobra nie jest rzeczą aż tak bardzo skomplikowaną, wszyscy chyba to potrafią. Je­dynie Bóg, w swej wszechmocy, w swej miłości i mądroœci jest w stanie wyciągnąć dobro nawet ze zła.
  • Jaka jest twoja wiara w to, że Bóg przez cierpienie w twoim życiu chce dla ciebie dobra?
  • Na ile, w sytuacjach, które są szczególnie trudne dostrzegasz Boże działanie?
Cierpienie sprawiajšce największy ból to takie cierpienie, które odrzucamy
Powinniśmy jedno dobrze zrozumieć: będąc w sytuacji cierpienia, odczuwamy, że tym, co sprawia nam najwięcej bólu, jest nie tyle samo cierpienie, co nasze niepogodzenie się z nim. Do samego bólu dorzucamy bowiem w tym momencie jeszcze jedną troskę: nasz brak zgody, nasz bunt, urazę i żal, wszelkie niepokoje, jakie to cierpienie w nas wywołuje. Pojawia się w nas coś na kształt napięcia, które bierze się z usztywnienia, z niezaakceptowania cierpienia, które sprawia, że ono samo jeszcze bardziej się powiększa. Kiedy natomiast mamy łaskę akceptowania cierpienia i przyzwalamy na nie, staje się ono od razu mniej bolesne.
Jeśli ktoś za linię swojego postępowania przyjmuje ucieczkę przed jakimkolwiek bólem akceptuje jedynie to, co przyjemne i wygodne, a odrzuca wszystko, co takim nie jest, to nałoży na siebie wcześniej czy później krzyże o wiele cięższe od tych, na które z kolei inne osoby z dobrej woli przyzwalają w pewności, że zupełne wyeliminowanie ich nie jest możliwe.
Bóg jest wierny i zawsze daje siłę niezbędną, byśmy dzień po dniu mogli podjąć to, co jest ciężkie i trudne w naszym życiu.
Dodajmy coś jeszcze: prawdziwym złem jest nie tyle cierpienie, co lęk przed cierpieniem. Jeśli przyjmujemy to cierpienie w ufności i pokoju, ono sprawia nasz wzrost, jest dla nas wychowawcze, oczyszczające, czyni nas ubogimi, pokornymi, łagodnymi i współczującymi wobec bliźnich. Natomiast lęk przed cierpieniem zatwardza nasze serca i usztywnia nas w postawach obronnych, prowadząc nas często do irracjonalnych wyborów, których skutki są szkodliwe.
  • Na jakie cierpienie w swoim życiu najbardziej się buntujesz, niezgadzasz?
  • Czy było lub jest takie cierpienie w twoim życiu, którego owoców dziś doświadczasz?
Odrzucenie cierpienia to odrzucenie życia
Otaczająca nas kultura, poprzez media i reklamy, nie­ustannie usiłuje nam zaszczepić swoją "ewangelię": niech twoją zasadą życia stanie się ucieczka za wszelką cenę przed cierpieniami i poszukiwanie jedynie przyjemności.
Cierpienie jest jednak częścią naszego życia, tak więc pragnienie wyeliminowania go całkowicie jest równoznaczne z wyeliminowaniem życia. Odrzucenie cierpienia to odrzucenie życia i w ostatecznym rozrachunku odrzucenie tego wszystkiego, co życie może nam przynieść pięknego i dobrego. Ten, kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto je straci, zachowa je.
Konieczną rzeczą staje się wejście w pewnego typu realizm: należy raz na zawsze zaprzestać marzeń o bezbolesnym życiu, w którym wszystko dzieje się bez walki. Tak na pewno będzie w Raju, ale nie tu, na ziemi. Należy codziennie, z odwagą brać swój krzyż, naśladując w tym Chrystusa, a jego gorycz przemieni się wcześniej czy później w wielką słodycz.
Życie jest dobre i piękne takie, jakie jest wraz ze swym ciężarem i bólem. Kiedy Bóg stworzył mężczyznę i niewiastę, złożył nad całym ludzkim życiem olbrzymie błogosławieństwo, które nigdy nie zostało wycofane pomimo grzechu z całym jego orszakiem cierpienia, albowiem dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne (Rz 11, 29), a zwłaszcza ten pierwszy dar i pierwsze wezwanie, jakim jest życie. Wszelkie życie, nawet poddane bólowi, jest nieskończenie błogosławione i cenne.
  • Co najbardziej boisz się utracić w życiu?
  • Co robisz, gdy coś cennego tracisz?
W złu istnieje nie tylko zło: pozytywna strona przeciwności
Należy również zgodzić się z tym, że przeciwności, niezależnie od tego, jakie nie byłyby uciążliwe, mają często wiele zalet.
Pierwszą z nich jest to, że przeszkadzają nam one być wyłącznymi właścicielami naszego życia i czasu. Oszczędzają nam pozostawania zamkniętymi w tym, co sami sobie za­planujemy, zaprogramujemy, w naszej osobistej mądrości. Prawdziwym więzieniem, które nas zacieśnia i z którego winniśmy absolutnie się wyzwolić, jesteśmy my sami, ciasnota naszych serc i sądów.
Najgorsza rzecz, jaka mogłaby się przytrafić nam w życiu, to ta, kiedy wszystko układałoby się w zgodzie z naszymi zamiarami. Nastąpiłby wtedy kres wszelkiego wzrastania. Natomiast, byśmy mogli wejść pomału w mądrość Boga, która jest nieskończenie piękniejsza, bogatsza, bardziej owocna i miłosierna od naszej, ludzka mądrość musi doznać poważnego wstrząsu. Nie chodzi przy tym o to, by została unicestwiona, lecz o to, by mogła być podniesiona i oczyszczona, aby nie była już dłużej więźniem swych własnych ograniczeń, gdyż zawsze jest w jakiś sposób naznaczona egoizmem i pychą, mniej lub bardziej świadomym brakiem wiary i miłości. Jest w nas bardzo dużo ciasnoty serca i sądu, które powinny doznać uzdrowienia po to, byśmy mogli stopniowo przyjmować Bożą mądrość i przeżywać głębokie odnowienie i poszerzenia naszego pojmowania. Grzech jest bowiem ciasnotą, podczas gdy świętość jest poszerzeniem ducha i wielkością duszy.
  • Czy możesz podać przykład, z twego życia czegoś, co było trudne i bolesne a okazało się opatrznościowe?
  • Z jakiej straty w twoim życiu najbardziej się cieszysz?
Wydawnictwo M
Kraków 2003
isbn: 8372215561
stron: 172
oprawa: miękka
format: A5

Refleksje z pracy